Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 20 lipca 2024 18:11

Smutna historia Piekiełka...

W ramach cyklu "Perełki Białołęki" opisujemy zielony, niezagospodarowany teren tuż za komisariatem białołęckiej policji. To jedno z miejsc, gdzie mieszkańcy Tarchomina spacerują ze swoimi psami. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że właśnie tu podczas II wojny światowej zamordowano kilkadziesiąt osób…
  • Źródło: https://www.prchiz.pl
Smutna historia Piekiełka...
Niemiecka fotografia przedstawiająca obóz pracy w Buchniku lub Piekiełku. Zdjęcie wykonano prawdopodobnie w 1941 roku, kiedy Niemcy przeprowadzali wizytację obozów pracy.

Źródło: Archiwum Państwowe w Warszawie

W tym artykule przeczytasz między innymi o:

  • Osiedlu Piekiełko
  • historii obozu

Osiedle Piekiełko

Niewielkie osiedle obecnie obejmuje rejon ulic Kasztanowej, Płużnickiej i Ekspresowej.

Osada powstała w drugiej połowie XIX wieku wokół karczmy „Piekiełko” założonej w 1803 roku wzdłuż obecnej ulicy Modlińskiej, między Żeraniem a Wiśniewem. Do 1887 roku wzniesiono tu 51 domów. Spis mieszkańców z 1912 roku wykazał 58 osób. Do rozbudowy osady przyczyniła się Kolej Jabłonowska kursująca do Jabłonny w latach 1900–1956 (z przerwami w 1939 i 1944). Przystanek osobowy w Piekiełku oddano do użytku w 1902 roku, a wraz z nim dwie bocznice towarowe, do fabryki chemicznej (później farmaceutycznej) Spiessa w Tarchominie (obecnie Polfa Tarchomin SA) i chemicznej „Winnica” w Henrykowie.

Obóz w Piekiełku

Obóz pracy w Piekiełku – niemiecki nazistowski obóz pracy, który znajdował się w osadzie Piekiełko, od 1951 roku wchodzącej w skład Żerania w dzielnicy Białołęka. Przebywało tam kilkaset osób - Żydzi zamieszkujący ówczesną gminę Jabłonna, a także ci, którzy nie zostali wywiezieni z likwidowanego obozu w Otwocku do Treblinki.

Istnieją dwie hipotezy co do lokalizacji obozu: na portalu Wirtualny Sztetl pojawia się lokalizacja w rejonie obecnych ulica Myśliborskiej i Przaśnej, z kolei w artykule Gazety Stołecznej widnieje lokalizacja przy ul. Obrazkowej niedaleko skrzyżowania ze Świderską w miejscu obok obecnych garaży przy komisariacie policji (Myśliborska 65), „na polu Kurlandca".

Obóz składał się z dużego niezalesionego placu ogrodzonego wysokim drutem kolczastym, na którym znajdowały się dwa (według relacji „Gazety” - trzy lub cztery) duże baraki dla robotników, jeden mniejszy barak, w którym mieściła się wartownia policji żydowskiej, magazyn żywnościowy oraz pokój komendanta. Więzień obozu, Calek Perechodnik zawarł ten opis w swojej książce „Spowiedź: dzieje rodziny żydowskiej podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce”, gdzie napisał także, iż na placu znajdowała się też studnia oraz ogrodzony deskami dół służący za ubikację, a w promieniu kilometra nie było widać żadnych zabudowań oprócz trzech chatek zamieszkanych przez Polaków, znajdujących się przy samym obozie.

Więźniowie obozu byli wykorzystywani do budowy istniejącego do dziś wału przeciwpowodziowego nad Wisłą. Prace trwały od rana do wieczora – robotnicy sypali piach do wagonów, następnie przepychali je (lub ciągnęła je mała lokomotywa spalinowa według relacji "Gazety") i opróżniali. Osoby, które umarły przy pracy bądź zostały zastrzelone mogły być chowane w wale.

Jesienią 1942 roku w pobliżu obozu naziści rozstrzelali grupę Żydów zbiegłych podczas akcji wysiedlenia getta w Legionowie.

Więźniom obozu pomagali żołnierze Szarych Szeregów, którzy nielegalnie handlowali z nimi lub dostarczali żywność, wrzucając je do koleb, które na noc zostawały na torach. Niektórzy, narażając życie, ukrywali Żydów, np. siostry franciszkanki ratowały dzieci żydowskie.

Było piękne słoneczne południe...

Nie udało się ustalić dokładnej daty egzekucji. Nie zachowały się żadne niemieckie dokumenty z tej akcji. Miejsce było ustronne, jedynymi świadkami byli robotnicy z obozu, których los także był już przesądzony. Mimo to zachowały się relacje aż trzech świadków zbrodni. Według najbardziej znanej relacji Caleka Perechodnika, spisanej rok po wydarzeniu, miało ono miejsce „mniej więcej tydzień” po likwidacji getta w Legionowie, która miała miejsce 4 października 1942 roku. Drugie świadectwo jest autorstwa urodzonej w 1925 roku Chany Ruty Magied, której matka i siostra zginęły w Piekiełku. Wspomina ona, że tragedia nastąpiła, kiedy „już przeszło 10 dni tułały się kobiety z dziećmi po okolicy”. Jej relacja spisana została w 1959 roku. Jedyny żyjący naoczny świadek, mieszkanka Świdrów Starych pani Krystyna Dyszkowska (wtedy – Dąbrowska), nie pamięta daty wydarzenia, w pamięć zapadło jej to, że „było piękne, słoneczne południe”, kiedy pod obóz zajechały motocykle z żandarmami. Jej relację spisano jednak niedawno, ponad 70 lat po egzekucji.

Poranna obława

Przed południem (wtedy, kiedy pracujący przy budowie wału robotnicy z Perechodnikiem byli już w pracy, a Krystyna Dyszkowska pracowała na polu sąsiada), do obozu przyjechało ok. 10 niemieckich żandarmów na motocyklach. Przeprowadzili wokół obozu obławę, w wyniku której zgromadzili kilkadziesiąt osób – głównie kobiet i dzieci, członków rodzin pracujących w obozie – a następnie przeliczyli zatrzymanych i polecili żydowskiej policji pilnować zgromadzonych, sami zaś odjechali. Według Chany Magied było to 68 kobiet i dzieci. Perechodnik twierdzi, że przeznaczonych do rozstrzelania było około 80 osób, w tym kilku „nadliczbowych” mężczyzn, którym pozwolono wcześniej pracować w obozie. Żydowscy policjanci ściśle wypełniali polecenie Liebschera, ale skutecznie namawiali do ucieczki Lifcię Lipowicz, którą Niemcy pominęli przy liczeniu.

Wieczorna egzekucja

Ofiary czekały na egzekucję kilka godzin. Tak długo, że zdążyli z pracy wrócić robotnicy, którzy tego dnia, uprzedzeni o wydarzeniach w obozie, nie spieszyli się z powrotem. Pracowali od rana do zmroku, a w połowie października słońce zachodzi kilkanaście minut przed godziną 18.00. Mimo to wrócili przed żandarmami, którzy wrócili wieczorem. Według Perechodnika wszyscy Niemcy byli pijani tak, że „ledwo stać mogli na nogach”. Następnie robotnikom rozkazano wykopać dół, a kiedy był już gotowy poprowadzono skazańców na miejsce egzekucji, tam kazano się rozebrać i rozstrzelano.

Według Krystyny Dyszkowskiej, która obserwowała tragedię ze sporej odległości przez okienko na poddaszu domu państwa Bochenków, egzekucja wyglądała tak: „Kiedy ukończyli kopanie dołu ustawiono ich nad tym dołem po kilku w szeregu, po ośmiu, a może i więcej (…) Z tyłu stał karabin maszynowy, z którego Niemcy posyłali serie w kierunku ludzi, którzy następnie wpadali do tego dołu. Potem kolejni i następni. (…) Kiedy ucichł karabin jeden lub dwóch Niemców kręciło się jeszcze wokół tych ludzi z pistoletami dobijając tych, którzy jeszcze się ruszali. Tych Żydów, którzy kopali dół też Niemcy zabili. Dół zasypali i odjechali do baraku”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
PRZECZYTAJ