W tym artykule przeczytasz między innymi o:
- zamknięciu zlewni na ul. Odlewniczej
- problemach mieszkańców
Zamknięcie z dnia na dzień
1 stycznia 2026 roku MPWiK zamknęło stację zlewną ścieków przy ul. Odlewniczej 6 w Warszawie. Jak wynika z odpowiedzi spółki na interpelację radnego Filipa Pelca (nr 905/2025), modernizacja wraz z przebudową obiektu potrwa aż do IV kwartału 2026 roku. Celem inwestycji ma być m.in. poprawa jakości usług, skrócenie obsługi wozów asenizacyjnych i ograniczenie uciążliwości zapachowych.
Problem w tym, że zamknięcie nastąpiło natychmiast, a alternatywne punkty zlewne – w Warszawie (ul. Syta, ul. Jagiellońska), Ząbkach i Legionowie – już teraz są przeciążone.
– Szambiarki stoją po trzy–cztery godziny w kolejce. Kierowcy mówią wprost: nie wyrabiają się – relacjonuje mieszkaniec Białołęki Dworskiej.
Kolejki, kilometry i… rachunki
Dłuższe trasy i wielogodzinne oczekiwanie oznaczają jedno: firmy asenizacyjne obsługują mniej klientów, a koszty przerzucane są na mieszkańców.
Jeszcze niedawno standardowa cena wywozu 10 m³ szamba wynosiła około 300 zł. Dziś coraz częściej padają stawki rzędu 400–500 zł za jeden kurs.
– 300 zł to już historia. Usłyszałem 480 zł i termin „jak się uda” – mówi mieszkaniec Kobiałki. – A szambo nie poczeka, aż inwestycja się skończy.
„Nikt nas nie zabezpieczył”
Najwięcej emocji budzi fakt, że decyzję o zamknięciu zlewni – zdaniem mieszkańców – podjęto bez realnego planu zabezpieczenia osób pozbawionych kanalizacji.
– To się stało z dnia na dzień. Bez informacji, bez okresu przejściowego – podkreśla mieszkanka Kobiałki. – Mamy nowe domy, płacimy podatki jak w mieście, a jesteśmy traktowani jak problem drugiej kategorii.
Podobne głosy słychać na Białołęce Dworskiej:
– Jeżeli wywóz się opóźni, to szambo po prostu wybije. I co wtedy? Mandat dla mieszkańca? – pyta retorycznie jeden z rozmówców.
MPWiK: „Opłaty poza naszą kompetencją”
W odpowiedzi na interpelację MPWiK podkreśla, że wysokość opłat pobieranych przez firmy asenizacyjne pozostaje poza kompetencjami spółki. Jednocześnie zapewnia, że dołoży wszelkich starań, by inwestycja przebiegała sprawnie i możliwie szybko, by ograniczyć niedogodności dla mieszkańców.
Problem w tym, że „niedogodności” trwają już teraz – i potrwają jeszcze niemal dwa lata.
Co dalej?
Na dziś brak systemowych rozwiązań:
- brak czasowej ulgi lub dopłat,
- brak dodatkowych punktów zlewnych,
- brak koordynacji z gminami i dzielnicami, gdzie kanalizacji wciąż nie ma.
Mieszkańcy Białołęki pytają wprost: czy modernizacja ważnej infrastruktury musi oznaczać przerzucenie całego ciężaru na zwykłych ludzi?
Na razie odpowiedzi brak. A szamba – jak zgodnie podkreślają mieszkańcy – nie znają pojęcia „IV kwartał 2026 roku”.










Napisz komentarz
Komentarze