Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 20 lipca 2024 17:48

Z Agatą Passent po Mazowszu

„Odpoczywam na Mazowszu”. Rusza nowy cykl Felietonów Agaty Passent.
Z Agatą Passent po Mazowszu

Źródło: Agata Passent - źródło własne

Urodziłam się w Falenicy. Kiedyś była to mała miejscowość podwarszawska zanurzona w sosnowych lasach, do której dojeżdżało się kolejką i historyczną już linią autobusu C. Wystarczy pogadać ze znajomymi albo poczytać Miłosza, Rodziewiczównę czy Józefa Hena i wiemy, że krajobrazy z dzieciństwa bardzo zapadają w pamięć. Mam tak samo. 

 

Świder - rzeka mojego dzieciństwa

Rzeką mojego dzieciństwa jest Świder - bywałam tu z rodzicami, potem jako dziewczyna, a teraz zabieram tu dzieci (poza weekendami w lecie) na spływy czy kąpiele, ale przecież do Świdra dojedziemy dziś komunikacją miejską. Na dłuższą wycieczkę, z ośmioletnim synkiem Antkiem, postanowiłam wybrać nieco oryginalniejsze miejscówki, które zaspokoją ciekawość dziecka, ale i moje potrzeby: ruchu, bliskości przyrody, ciszy, snucia opowieści o naszej lokalnej tożsamości, kultury współczesnej i na koniec: beztroski w wodzie.

 

Podróż kamperem po Mazowszu

Camperem po Mazowszu

Z tym większym zadowoleniem przyjęłam od Samorządu Województwa Mazowieckiego propozycję kamperowego zwiedzenia Mazowsza. Zadowoleniem, bo nareszcie mogę mieć ze sobą wszystko to, czego w normalnym aucie mi brakuje, czyli toaletki (ale i toalety), wygodnego łóżka, roweru, kajaka i porządnego stołu, przy którym można sobie usiąść i pisać albo sączyć bezalkoholowe drinki.

 

Nowe doświadczenia kamperowania

Kamperowanie wprowadziło do mojego umysłu nowe pojęcia, jak etapy podróży, punkty widokowe, ale i możliwości postoju, podłączenia prądu, wody i rozłożenia markizy słonecznej. Przyznacie sami, w zwykłym samochodzie takie rzeczy nie są raczej powszechnie spotykane. Zwiedzam moje województwo całe swoje życie, obserwuję, jak się nasze Mazowsze rozwija i często trudno mi nadążyć za nowościami. Z braku kamperowego doświadczenia postanowiłam zacząć od tras kompaktowych. Dlatego w planowaniu i wyborze miejscówek pomocny okazał się przewodnik “25 mikrowypraw po Mazowszu”. Tak, aby w każdej chwili można było wrócić i uzupełnić garderobę czy papeterię. Za to nie odległość od domu była tutaj warunkiem zorganizowania wypadu, raczej chęć odkrycia na nowo tak dobrze mi przecież znanego i bliskiego Mazowsza.

 

Wędrówka do królewskiego źródła

Dzisiejsza trasa powiodła mnie na południe od Warszawy, oczywiście wzdłuż Wisły, ale po jej zachodniej stronie. Celem był spacer po Puszczy Kozienickiej i spróbowanie wody z Królewskiego Źródła. Znajdziecie je w rezerwacie utworzonym wokół małej rzeczki Zagożdżonki, która meandruje wśród szuwarów, turzyc i sosnowego lasu. I nie ma się co śmiać, bijące na terenie rezerwatu źródełko faktycznie dostarcza krystalicznie czystej i smacznej wody. Tak nam posmakowała, że napełniliśmy nią swoje bidony. Inna sprawa, że w upalny dzień ta woda przyda wam się w obie strony na dojściu do źródła. Parkujemy tam bowiem przy szlabanie, skąd przez kolejne cztery kilometry wiedzie asfaltowa (!) droga przez las. Nie bardzo wiem, po co Lasy Państwowe wylały tę drogę asfaltem - które zwierzęta i ptaki o to prosiły? Jeśli macie w kamperze rower, dojazd do rezerwatu zajmie chwilę. Na nogach to już będzie power walk. Warto, bo okolice Zagożdżonki to dzika zieleń.

 

Odkrywanie fauny i flory

Po dotarciu na miejsce, warto sięgnąć po aplikację do sprawdzania gatunków polnych kwiatów i motyli - spotkaliśmy cztery jaszczurki. W rezerwacie jest też ścieżka i, tak teraz modne, drewniane kładki, którymi poruszamy się, by nie straszyć fauny (ani deptać flory). Od źródła wiedzie zaś szlak pamiętający carskie czasy, wąskotorówki, którą zapewne wywożono stąd drewno – coś podobnego spotkacie np. w Białowieży.

 

Drugie śniadanie w rezerwacie

jabłka w sadzie w Czersku

Po spacerze sprawnie pochłonęliśmy drugie śniadanie, które przygotowałam dla siebie i Antka w domu, a przecież (i to nauczka na przyszłość), mogłam skorzystać z kuchni (i lodówki) w kamperze. Natomiast nie ma potrzeby zjadania go przy kamperowym stoliku, bo przy wejściu do rezerwatu mamy w tym celu do dyspozycji wygodne i pięknie położone wiaty. Właśnie pod nimi, na świeżym powietrzu, rozłożyłam kanapki, marchewki i migdały, a wszystko popijaliśmy sokiem z Czerska (z jabłek naszych, mazowieckich).

 

Radom - połączenie kultury i techniki

Zrobiłam na wstępie założenie, że moje trasy będą miały wymiar spacerowy, ale i edukacyjny, więc spod Kozienic ruszyliśmy do… Radomia. Jako że jechałam z synem, pamiętałam, by element kultury tzw. wysokiej połączyć z techniczną. Dlatego odwiedziliśmy tamtejszą Elektrownię, a potem udaliśmy się do Muzeum Wsi Radomskiej.

 

Historia elektrowni w Radomiu

Elektrownia w Radomiu

Radomska elektryfikacja odbyła się na początku XX wieku, a historię samego budynku opowiedziano stałą plenerową wystawą przed wejściem. Pięknie wyremontowany obiekt jest dostępny dla osób z niepełnosprawnościami, a uwagę przykuwa ogromna wystawa czasowa radomianina, Rajmunda Ziemskiego (jeszcze do 8 września). Są tu prace wczesne, potem te z okresu informel i malarstwa materii. Wstrząsająca jest instalacja pokazująca jego dzieciństwo, kiedy w czasie wojny ukrywał się przed nalotami w piwnicy jednej z radomskich kamienic. Koszmar wojny zdeterminował zresztą jego malarstwo na lata. Jego pejzaże są pełne czerni, szarości, poczucia dehumanizacji. Jako młoda dziewczyna nie potrafiłam docenić tego artysty, wręcz bałam się tego gęstego “chropowatego stylu kładzenia farby” i plam przypominających nieco kosmate pająki. Dziś to mnie zachwyca oryginalnością. Ziemskiego wyjątkowo cenił Andrzej Wajda. Inspirował się Ziemskim, tworząc kadry filmowe i miał w swoim domu prace tego malarza.

 

Muzeum wsi Radomskiej 

Muzeum wsi Radomskiej

Plenerowe Muzeum Wsi Radomskiej - otwarte w tygodniu od 9.00 do 17.00, w weekendy od 10.00 do 18.00 - to miejsce, które przywróciło nam optymizm i oddech. Na miejscu koniecznie trzeba zwiedzić wystawę tkanin i super oryginalnych pojazdów SAM (czyli zbudowanych według własnego pomysłu konstruktorów i z tego, co akurat było pod ręką). Każdy wiejski konstruktor jest uhonorowany tabliczką i jest dużo o inżynierze Tańskim. Wieś polska to owszem, często bieda i proste życie, ale i miejsce postępu, nowych technologii wymyślanych do uprawy pól i hodowania bydła. To też miejsce kolorów, faktur i rzemiosła, co widać na wystawie sztuki tkackiej - zajrzeliśmy, i pracowniczka pozwoliła nam poprzymierzać stroje z kolekcji. Cylinder, kapelusz z kwiatem i aksamitne bolerko - to pewnie stroje noszone przez zamożnych ziemian.

 

Powrót do domu przez Białobrzegi

Ogromny teren jest pełen zieleni, a budynki skansenu nie wpadają na siebie, co pozwala na indywidualne ich podziwianie. Tutaj kręcono sceny serialu “Dewajtis”. Tu stoi najpiękniejszy dąb, jaki w życiu widziałam. Nie wiem, czy to ten dąb Dewajtis, który niósł ukojenie głównemu bohaterowi, ale bardzo rozłożysty i dumny. Na miejscu, dla strudzonych mazowieckich wędrowców, jest restauracja i wiaty na świeżym powietrzu. Całodzienny postój na wielkim parkingu kosztuje 5 złotych.
 

Ostatni przystanek - Białobrzegi

W kamperze życie biegnie wolniej i, ani się obejrzałam, jak mieliśmy popołudnie. Dlatego z Radomia ruszyliśmy w kierunku domu, ale przecież letni wypad nie może obejść się bez kąpieli i… lodów. Dlatego po mniej więcej półgodzinnej jeździe wjechaliśmy do Białobrzegów nad Pilicą. Miejsc do parkowania jest tu sporo, ale dla kampera najlepiej będzie na którymś z wolnych miejsc pod urzędem gminy. Stamtąd już żabi skok do lodziarni państwa Gruszczyńskich. Jeśli traficie na lody o smaku cytrynowym - zamówcie. W cukierni od pokoleń robią świeże lody - to nie masowa produkcja pełna chemicznych pomysłów z tablicy Mendelejewa. Stąd spacer nad Pilicę.
 

Kąpiel w Pilicy

Pilica w Białobrzegach

Co prawda, w miejsce dawnej plaży stawiany jest teraz nowy hotel, ale gdy wyjdziecie z lodziarni, to dosłownie na wprost jest uliczka, która potem przechodzi w ścieżkę i wiedzie prosto nad wodę. Pilica ma tę zaletę, że z dziećmi możemy tu czuć się bezpiecznie, bo przeważnie poziom wody jest tu do kostek (najwyżej kolan), czyli jak w moim ukochanym Świdrze, a do tego płynie raczej leniwie. Dlatego kąpiel w niej jest czystą przyjemnością, zwłaszcza w gorący, letni dzień.

 

Publikacja sfinansowana ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego w ramach kampanii „Odpocznij na Mazowszu”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
PRZECZYTAJ